Skazana. Bynajmniej nie na więzienie, czy też prace publiczne. Za zbrodnię, której się dopuściłam skazywano na śmierć. Wyrok jednogłośny, wprawiający w zachwyt ludzi stojących przed budynkiem sądu. Manifesty w ostatnich dniach przybrały na sile. Kiedy zostałam wyprowadzona przez masywne dębowe drzwi rozległy się gwizdy, szyderstwa i obelgi. Wściekła tłuszcza napierała na mundurowych, by dotrzeć do mnie. Wieści o rzezi w Woodmoren obiegły cały kraj, ściągając do miasta ludzkie masy żądne krwi sprawcy. Gdyby im pozwolono rozszarpaliby mnie na miejscu. Nie byli w tym lepsi ode mnie. W ich oczach płonęła dzika rządza, która nie była mi obca. Z zadziorną pewnością chciałam zirytować ich jeszcze trochę, żeby wreszcie odważyli się zrobić to, o czym wszyscy myśleli. Z wdziękiem wsiadłam do samochodu, na odchodne posyłając ostatnie spojrzenie manifestującym. Mój brak poczucia winy gorszył i brzydził moich stróżów. Unikali mojego wzroku, skupiając się na tym, co mieli zrobić. Przetransportować mnie bezpiecznie do aresztu, w którym miałam czekać na wykonanie wyroku. Za moje zwyrodnienie skazano mnie na sposób śmierci, którego od dawna nie praktykowano. Publiczne ścięcie miało być chwytem, który przekona tłum do służb mundurowych. Nie bałam się. Umarłam już dawno, na długo przed tym, zanim stałam się mordercą. Tylko trup wyzbywa się emocji.
Ten początek jest świetny mam nadzieję że reszta będzie równie wspaniała.Ten jeden rozdział tak mnie wciągną ... Chętnie przeczytam resztę będziesz tak miły/a wysłać mi resztę ??
OdpowiedzUsuńMój email to :n190198@vp.pl
czekam z niecierpliwością.
Ps:mogę ci obiecać że jeśli reszta dorówna początkowi prześlę ją dalej do wydawnictwa ;)
świetny początek, zachęcający do dalszego czytania ;)
OdpowiedzUsuńŚwietny prolog. Fajnie, że założyłaś bloga.
OdpowiedzUsuń