Obudziłam się nagle. Przez chwilę dyszałam ciężko, bezwiednie przeczesując zesztywniałymi palcami pościel. Dopiero po chwili uspokoiłam się na tyle, by opaść z powrotem na łóżko. Niebo widoczne przez szparę w zasłonach było jeszcze ciemne i poznaczone deszczowymi chmurami. Nie byłabym w stanie ponownie zasnąć. Podniosłam się ,wciąż ospała obijając się o ściany i palcami poszukując drogi. Po raz pierwszy od dłuższego czasu nie miałam ochoty zabijać. Sama chciałam umrzeć. Kiedy dotarłam do drzwi wyszłam przed dom w nocnej koszuli. Nie czułam skrępowania, było zbyt wcześnie, by spotkać kogoś poza parą zagorzałych biegaczy. Usiadłam na kamiennych schodach, opierając głowę o chłodną balustradę. Spod rzęs patrzyłam na bezdomnego kota snującego się po ulicy w poszukiwaniu resztek. W oddali słyszałam syreny karetek pogotowia. Miasteczko Homiccien budziło się późno, opieszale szykując się na kolejny dzień. Niewielka ilość mieszkańców, którzy odmówili sobie urlopu wolała zaszyć się w domu w strachu przed lejącym się z nieba letnim żarem. W oddali widziałam, jak Wściekły Bill otwiera swój pub. Długo męczył się z zamkiem, szamocząc drzwi i targając długie włosy. Zawsze lubiłam oglądać jego codzienne zmagania. Sposób, w jaki radził sobie z przeciwnościami wywoływał we mnie przekonanie, że nie tylko ja skrywam w sobie demona. Wściekły Bill był jedną z największych atrakcji miasteczka Homiccien, będąc bohaterem szalonej legendy, która opiewała jego i jego pub. Często spędzając czas w jego obecności trudno było jej nie zawierzyć. Monotonnie mierząc wzrokiem miasto stopniowo zdawałam sobie sprawę z ogarniającego mnie znużenia. Minęła chwila, nim zasnęłam.
Obudziło mnie lekkie pukanie w ramię. Odruchowo warknęłam cicho, strącając dłoń. Uniosłam powieki, odrywając gwałtownie głowę od żelaznej balustrady. Przede mną przyklęknął młody mężczyzna, ubrany w strój do biegania, z postawionymi przez wiatr ciemnymi włosami. Wypowiedział kilka niezrozumiałych dla mnie słów, po czym zachęcająco wyciągnął rękę w moim kierunku. Podciągnął mnie w górę, wciąż uśmiechając się promiennie. Dopiero po chwili zdałam sobie sprawę, co on może czuć, a czego ja nie czułam nigdy. Ta część życia nie była przeznaczona dla mnie. Nie miałam pojęcia, jak powinnam zareagować. W końcu odwzajemniłam uśmiech, po czym wymamrotałam kilka słów podziękowania.
- Jestem Willy – przedstawił się. Sytuacja zaczęła robić się dużo bardziej poważna, niż bym pragnęła. Jednak nie mogłam okazywać mu niechęci, zwłaszcza pod czujnym okiem i tak już zbyt podejrzliwej sąsiadki.
- Mandy. Miło mi cię poznać, William. Nie widziałam cię wcześniej, wprowadziłeś się niedawno? – trajkotałam bez sensu, nerwowo mierząc wzrokiem przeciwległe okna. Dostrzegłam kilka starszych kobiet, co znacznie ograniczyło mi pole działania.
- Nie, mieszkam kilka przecznic dalej, właściwie nie zapuszczałem się w tą dzielnicę, ale tu macie trochę chłodniej. Dużo drzew – dodał najwyraźniej uradowany moim zainteresowaniem.
- Naprawdę miło było cię spotkać, Willy, ale niedługo muszę wyjść, a sam widzisz – zachichotałam sztucznie, wskazując na nocną koszulę. Lekko się zarumienił, najwyraźniej nie dosłyszawszy fałszu w moim głosie.
- Pewnie, nie ma sprawy – wahał się, czułam, że za chwilę o to zapyta. Nie myliłam się. – Słuchaj, może dałabyś mi swój numer? Wiesz, miło by było jakoś jeszcze na siebie trafić.
Jeśli podam niewłaściwy będzie biegał tu codziennie, aż w końcu mnie znajdzie. Pozbawiona wyboru wstukałam swój numer na jego komórce, po czym pomachałam na pożegnanie. Wiedziałam, że odprowadza mnie wzrokiem, gdy wspinałam się po schodach.
*
Wpadłszy do domu osunęłam się po drzwiach. Spazmatyczne oddechy przypomniały mi o inhalatorze. Dopadłam torebki, przeszukując jej zawartość. Po chwili zaczął ogarniać mnie strach. Nie było go tam. Ostatni, zapasowy, wyciągnęłam z kuchennej szuflady. Jeden zgubiłam. W miejscu, do którego nie powinnam wracać.
Genialny... Czarujący... Porywający... Jednakże, gdyby się głębiej nad tym zastanowić - nie prawdziwy. I to nie w sensie treści fantastycznych, lecz psychiczno - moralnych. Tak, mówię o początku twojej opowieści. Widać, że masz duże pojęcie o temacie w jakim piszesz, ale tylko w sensie książkowym. Twoje opowiadanie trochę mnie przeraża, bynajmniej nie treścią, ale wyobcowaniem, nierealistyczną powagą i refleksją, lecz uważam, że to nawet dobrze.
OdpowiedzUsuńPisz dalej, bo masz talent, jakiego do tej pory nigdzie nie widziałam. Naprawdę boję się pomyśleć, co będzie za lat kilka, kiedy nabierzesz jeszcze większego pojęcia o realiach tego świata.
Ja też dużo czytam. Uwielbiam fantastykę. A tekst jest świetny. Prolog + dwa rozdziały są znacznie lepsze od niektórych książek. A znalazłam cię na 'zapytaj'. Przeszukiwałam neta odnośnie kolczyków w wargach, bo dalej nie moge sie zdecydować czy go zrobić. Bardzo przeszkadzają?
OdpowiedzUsuńbtw. Kocham "Dary Anioła' Cassandy Clare, a czytając ten tekst bardzo przypominasz mi jej styl.
Powiem jedno: masz talent do pisania... komedii. Uśmiałam się szczerze czytając tego bloga. Publiczne ścięcie? W dzisiejszych czasach? Chyba autorkę bloga pogieło! Jeszcze to miało '' przekonać ludzi do służb mundurowych'' ? Społeczeństwo teraz nie jest na tyle nieczułe, aby się tego domagać. Wiedziałaś, że odcięta głowa przez pięć sekund zachowuje czucie? No błagam, nawet jeżeli by ją zabili, to na pewno w bardziej humanitarny sposób. Ścięcie głowy? Dobre sobie! Hahaha! Bohaterka, mimo tego że ma ochotę zabijać, myśli i zachowuje się jak zwykła nastolatka. Gdyby każdy masowy morderca myślał tak jak ona, nie dość, że szybko by wpadł, to jeszcze zabijał nieskutecznie. A najbardziej rozbawił mnie dialog bohaterki z chłopakiem. Wlazł jej na taras, obudził ją, potem uklęknął przed nią i pomogł jej wstać, mimo że wcale nie jest powiedziane, że upadła, a ona z nim normalnie rozmawia, mało tego, daje mu swój numer. To JA bym się wściekła i go wyrzuciła, a nie jestem mordercą. Nie dawałabym mu też swojego numeru. Skąd wie, czy jej nie wyda?
OdpowiedzUsuńJedyny plus tego opowiadania to bogate słownictwo. Reszta - masakra. Nie wiem, dlaczego wszyscy tak się rozpływają nad tym blogiem. Chyba nie zastanawiają się, co czytają...
Bardzo mi się podoba, chociaż ten rozdział jakiś taki sztuczny... Tamte były o wiele lepsze, jednak mam nadzieję, że będziesz dalej pisać i kolejne rozdziały będą równie ciekawe jak pierwszy i prolog.
OdpowiedzUsuńNie obchodzą mnie komentarze niżej, krytyka jest bezpodstawna.
OdpowiedzUsuńJednym słowem - niesamowite.
Trochę trwało nim przeczytałam poprzednie rozdziały. Ale nie powiem, masz talent do pisania, co rzadko to się zdarza.
OdpowiedzUsuńCo do tego rozdziału, zgadzam się z anonimem. Jest mało realny.
Ale podoba mi się i zamierzam obserwować twojego bloga.
Serdecznie zapraszam na bezdomnosc.blogspot.com :)